wtorek, 13 grudnia 2011

12/13/2011

Za oknem biało. Nie, nie mamy śniegu, mamy mgłę. I to taką, że nie wiem czy trafię do furtki. Zaopatrzyłam Sandrę w nowy fotelik do samochodu, pomarańczowy kombinezon i buty na śnieg. Możemy jechać w góry. Co prawda rezerwację mamy dopiero na Sylwestra, ale przezorny zawsze przygotowany. A Emma od dwóch dni codziennie rano smaruje się bengajem, chyba też się szykuje w góry. Nienawidzę bengaja, próbuję zwalczyć go zapachem kawy, ale przegrywam. Może ktoś zna sposób na zabicie bengaja?

poniedziałek, 12 grudnia 2011

12/12/2011

Idą Święta.
Nawet nasza ulica na zadupiu została przystrojona lampkami, co prawda nie świecą, ale są. Na głównej dojazdowej świecą, ale za to jakiś mądrala powiesił księżyce w czapce do góry nogami. Grunt to fantazja.
Wczoraj ubraliśmy choinkę przed domem i postawiliśmy świecącego bałwana, z tej okazji Franek zaprosił całą swoją rodzinę w postaci rodziców i brata.
Za ogrodzeniem mamy świerki, zakładamy się o to, czy nam je wytną przed gwiazdką. Zakłady poszły też o to, czy spadnie śnieg. Moim zdaniem jest duże prawdopodobieństwo, że nie, ponieważ w tym roku kupiliśmy maszynę do odśnieżania.
A w przyszłym tygodniu przylatują moi rodzice, czekam, czekam niepcierplwie!

środa, 7 grudnia 2011

12/07/2011

To nie jest wcale tak, że nie piszę. Piszę, tylko w głowie. Raz nawet napisałam na komputerze, ale wszystkie literki szlag trafił. No i tak to jest, że jesteśmy w grudniu.

Garderoby, jak nie było, tak nie ma. Zasłony za to są już wszystkie.

W niedzielę wróciliśmy z Nowego Yorku. Franek jeździ tam od lat co roku, ale ja byłam po raz pierwszy. Betonowa dżungla jest niesamowita, miasto pełne świateł, żółtych taksówek, wyjących syren i najdroższych sklepów. Wszędzie pełno ludzi. Myślę, że mogłabym mieszkać na Manhattanie, musiałabym tylko nauczyć się gwizdać, bo bez tego nie da rady złapać taksówki. A zestarzeć mogłabym się w Napa Valley koło San Francisco, a co tam!

Średnio znoszę zmiany czasu, teraz jeszcze na dodatek cieknie mi z nosa i boję się, że zaraże Sandrę tym katarem, a wiadomo, że katar i prawie roczne dziecko, to nic dobrego. Jestem notorycznie niewyspana, a dzisiejsza noc to już w ogóle był jakiś koszmar. Najpierw nie mogłam spać, bo było mi na przemian gorąco i zimno, a potem pies zaczął rzygać. Oczywiście nie odrazu zorientowaliśmy się, że rzyga i jak to bywa w filmach, Franek w drodze do łazienki wdepnął w zwróconą psią kolację i zaczął wołać o pomoc. Wtedy pojawiłam się ja i omało nie puściłam pawia, a to był dopiero początek atrakcji, bo zaraz potem pies dostał sraczki. Cudnie! Mniej więcej o 6.30 wróciliśmy do łóżka. Po czym, chwilę później obudziła się Sandra. Koło ósmej przysnęłam w trakcie czytania gazety i to by było na tyle.

Jak byliśmy w Stanach Sandra została z Emmą u brata Franka. Wszystko było okej, tylko ojciec Franka trochę przesadza, przejawiając chęć komunikacji z Emmą za wszelką cenę. On nie mówi po angielsku, więc podczas niedzielnego obiadu pokazuje na mięso na talerzu odwraca się do Emmy i robi: Muuuuu albo Meeeee w zależności od tego, co mają na obiad. Sandra jest zachwycona, ale Emma chyba się go trochę boi.

W poniedziałek wystawiliśmy wypastowane buty na korytarz i czekaliśmy na Św. Mikołaja. Sandrze ze wszystkich prezentów najbardziej podobała się papierowa torebka. A ja dostałam uchwyt na torebkę, taki co się nosi ze sobą i w każdej knajpie można powiesić torebkę na stoliku. Jest cudny!

środa, 16 listopada 2011

11/16/2011

Matrix to mało, ale blond główka pracuje. Sama doszłam do tego, który to perzełącznik odpowiada za kamery i dzięki temu spałam... całe trzy godziny. O 3.30 Sandra postanowiła zrobić sobie przerwę w spaniu. Na szczęście bez gorączki. Ja drzemałam ona śpiewała sobie tylko znane piosenki i tak do 4.15. A dziś dzień montowania nowej garderoby, kurwa mać to się chyba nigdy nie skończy. Tym razem spieprzyli drzwi. Bo w środku jest szkło w kolorze bambusa, powinno mieć 60 cm wysokości, a zrobili 30. Dziękuję. I od nowa polka galopka. Pani architekt, pan architekt i trzej robootnicy. Rozmontowali pół starej szafy, zamontowali nowe szyny, wstawili drzwi, popatrzyli, pomierzyli, zabrali drzwi i pojechali. A my znowu czekamy. Jeszcze chwila i będziemy obchodzić pierwsze urodziny projektu garderoby. Ciekawe co powie Franek.

wtorek, 15 listopada 2011

11/15/2011

Są takie dni, że nie ogarniam tej kuwety. Druga noc nieprzespana. Z tego wszystkiego zaczęłam oglądać ósmy sezon Desperate Housewifes. Miałam nadzieję, że mnie znudzi i w końcu usnę, ale obejrzałam cztery odcinki i tylko rozbolała mnie głowa. W nocy nie śpię, więc rano wypijam trzy kawy duszkiem, nadal jestem nieprzytomna z tą różnicą, ze mi łomocze serce i wieczorem znowu nie mogę usnąć i tak w kółko. Na dodatek przyjechał facet od basenu, coś przełączył, coś dupnęło na tablicy rozdzielczej i dwie kamery od strony pola nie działają, kurwa mać. A specjalista od tych kamer i alarmu nie odbiera telefonu. Jak nic będę warowała dziś w oknie do rana. Na dodatek Sandra znowu ma 38,2. Tydzień temu przeszło po jednym dniu. Nie wiem czy to zęby, czy teraz coś złapała na tym kinderbalu. Żeby mi się przypadkiem nie nudziło, jeszcze ma dziś przyjechać facet co nam dostraja głośniki do telewizora. Nie lubię go, jest stary, gruby, przemądrzały i śmierdzi. No a robota nie śpi. Z rana trzasnęłam dwa artykuły o ochronie zdrowia, mam jeszcze 6 wywiadów do spisania, które się za mną wloką od października. Po angielsku oczywiście i jeszcze często muszę zgdywać co autor tak naprawdę chciał powiedzieć. Nie mam wina. Boli mnie głowa. Zastanawiam się co bardziej czesze rumuński nurofen czy panadol maide in Tailand. Franek wracaj, bo powoli zamieniam się w zombie!

poniedziałek, 14 listopada 2011

11/14/2011

W ogóle nie mogłam spać. Koszmar za koszmarem. Chyba co 5 minut sprawdzałam podgląd z podwórkowych kamer. I rozmyślałam co bym zrobiła, gdybym zobaczyła, że ktoś znowu przeskakuje przez nasze ogrodzenie. Najpewniej dostałabym zawału. Gdybym była sama z Sandrą, bez Emmy, to wróciłabym do kawalerki na te trzy noce, przysięgam. Poskarżyłam się rano Frankowi w smsie, a on mi odpisuje, że też sprawdzał nasze kamery przez serwer w internecie. Czyli świrujemy obydwoje. Jest okej.

niedziela, 13 listopada 2011

11/13/2011

Zimno, cholera jasna. I liści kupa.
Z okazji Dnia Niepodległości zrobiłam mielone z ziemniakami, mniej więcej taka ze mnie patriotka, jak te kotlety, zupełnie mdłe. Babcia nie byłaby ze mnie dumna. Przepraszam Babciu, ale sama powiedz, jak tu być patriotą w naszych czasach? Mama za to, nie byłaby dumna z kotletów. Dlatego właśnie wolę canneloni. Ale dosyć już o polityce.
Dziś Sandra była na swojej pierwszej imprezie. Syn znajomych obchodził trzecie urodziny. Chmara dzieci, baloniki i confetti. Sandra była zachwycona, ja mniej. Byłam sama, bo Franek poleciał na szkolenie do Hiszpanii. Pisze, że nudno. Trudno, ale przynajmniej cieplej, więc niech mnie lepiej nie denerwuje tylko przywiezie coś łandego. Może być chałwa.