piątek, 24 stycznia 2014

01/24/2014

Mogę być spokojna, moje dziecko bardzo ładnie wymawia literkę r... szkoda tylko, że pochwaliła się tym wymawiając z namaszczeniem słowo: kurwa, całe szczęście tylko w mojej obecności, ale i tak mi wstyd. Naprawdę staram się nie przeklinać, nawet za kierownicą, ale wiadomo, że dzieci są najbardziej czujne, kiedy ich uwagi nie potrzebujemy... no i wychwyciła, pięknie.

A narty jej się spodobały, myślę że za rok będzie jeździć.

Poza tym to curry z krewetkami z kwestii smaku, rewelacyjne i nie mam czasu na nic innego, bo gonią mnie terminy aaaaaaaaaaaaaaaa!

wtorek, 14 stycznia 2014

01/14/2014

Minęły Święta, minął Nowy Rok (bo teraz, jak już połowa stycznia, to już nie Nowy), a ja ciągle, jak nie gotuję, to kupuję, sprzątam, pakuję, porządkuję, załatwiam, przygotowuję i odkładam na później, ale jest dobrze.

Przymierzam się do otwarcia firmy w Rumunii, a moja koleżanka mówi: "Zapomnij o tym, że cokolwiek się zmieniło, a najlepiej obejrzyj sobie "Misia" zanim  pójdziesz do urzędu, przypomnisz sobie jak było, a i weź ze sobą czekoladki dla pani z okienka, albo coś." Dobrze, że nie paczkę rajstop... 

Za trzy dni Sandra skończy trzy lata, jedziemy na narty, ciekawa jestem czy jej się spodoba, na razie najbardziej podobają jej się gogle. 

Wszystkiego dobrego.  

czwartek, 19 grudnia 2013

12/19/2013

Trochę gonię, ale wyrabiam się. Piersi z kaczki w czerwonym winie rewelacyjne, ale tej sałatki z krewetkami i surimi już nie powtórzę, nie była zła, ale myślałam, że będzie smakować inaczej. Menu na wigilię ułożyłam, w niedzielę przyjeżdżają rodzice, mama ze śledziami w walizce i bigosem, jak jej te śledzie popłyną, to nic nie powiem, ale przecież trzeba myśleć pozytywnie.

Wczoraj w przedszkolu mieliśmy Sarbare de Craciun, czyli przedstawienie z okazji Świąt (nie, nie Jasełka), Sandra w przebraniu czerwonego kapturka mówiła wierszyk, wzruszyłam się. A rodzice, jak zawsze niezadowoleni, że za mało miejsca, że drogo, że za gorąco, że niewygodnie, może i jest w tym gadaniu trochę racji, ale czy to jest najważniejsze? Czy za rok mamy wynająć teatr i czy koniecznie narodowy?

A dziś mgła i korki, rano wydawało mi się, że pada śnieg, ale to jednak mgła.

środa, 11 grudnia 2013

12/11/2013

No właśnie, najważniejsze to się nie poddawać...
Układam menu na sobotę i robię listę zakupów, nie jest tak prosto, bo okazało się, że niektórzy z naszych gości poszczą przed Bożym Narodzeniem, a taki post w kościele prawosławnym to nie w kij dmuchał, nie wolno sera, ani jajek, a ryby dozwolone tylko niektóre. Skomplikowane to.

Znalazły się bagaże Franka! Co prawda grzebali w nich amerykańscy celnicy, ale grzecznie zostawili list, że dziękują za współpracę i nic nie zginęło, Święty Mikołaj obdarował więc mnie prezentami, zupełnie nieświętą bielizną i aseksualnymi skarpetkami, to chyba dla równowagi.

A teraz pytanie kulinarne za 127 punktów: Czy ktoś z Was moi drodzy robił kiedyś taką sałatkę: krewstki (koktajlowe), surmii, ananas, kukurydza, czosnek plus majonez? Jeśli tak to poproszę o informację, jakie powinny być proporcje składników i czy dorzucić jeszcze do tego koperek, czy to już będzie przesada?

Magda, Ty na wigilię robisz jakieś takie niekonwencjonalne cuda, podpowiedz mi coś proszę, bo brakuje mi inwencji, a przede mną trzy kolacje do wydania i na koniec wigilia.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

12/09/2013

Sytuacja tak jakby się uspokoiła, wujek pochowany, nowe ubezpieczenie załatwione, Franek wrócił mimo zamieci w Dallas, bez bagaży, ale i one w końcu dolecą, powinnam cieszyć się tą chwilą zanim nadejdzie świąteczny huragan. Za tydzień test z rumuńskiego, a w weekend goście, goście, nie mam jeszcze pomysłu na menu, a kiedy zakupy, kiedy sprzątanie, choinka, lampki? Dziś nie jestem na to gotowa, jeszcze nie, dobrze, że chociaż wyszło słońce, znalazła się też moja rękawiczka, w Ploiesti, daleko cholera, ale to dobry znak, nie?

środa, 4 grudnia 2013

12/04/2013

Nie rozumiem.

Wielu rzeczy nie rozumiem, niektóre próbuję, innych nawet nie dotykam, ale czasami nie sposób obejść i nie zauważyć i tym razem tak właśnie jest, bo chodzi o samochód rodziców Franka. Samochód, którym miałam stłuczkę i który został naprawiony za pieniądze z autocasco, bardzo dobrze naprawiony w renomowanym serwisie i nie rozumiem dlaczego teraz ONI zamartwiają się i deliberują nad kosztami naprawy, ile by nie kosztowało, wszystko poszło z ubezpieczenia. Chyba po to kupujemy ubezpieczenie, żeby w razie czego, ubezpieczyciel pokrył koszty naprawy, prawda? A może się mylę? Od sześciu godzin uczestniczę w beznadziejnej dyskusji pod tytułem: "Po co to wszystko? I po co przepłacać i że to gruba przesada". Przecież nie zapłacili ani grosza! Nowe ubezpieczenie też kupimy my, nie rozumiem, po co zużywamy energię na bezsensowne dyskusje, po co szarpiemy sobie nerwy. Ja i tak się nie znam, ale szkoda mi kolegi Franka, który to wszystko szczęśliwie załatwił, a teraz jest posądzany o nie wiadomo jakie oszustwa.

Ale nie czas na kłótnie... ten wujek, co go potrącił samochód, dziś zmarł i, o ironio, nie podczas kolejnej operacji, która go czekała, tylko zakrztusił się wymiocinami i udusił, w szpitalu, makabra.

Niech ten Franek już wróci i mnie przytuli, bo ciągnę na rezerwie.

wtorek, 3 grudnia 2013

12/03/2013

Dwa zera, dwie jedynki, dwie dwójki i dwie trójki w dzisiejszej dacie, czy to coś znaczy? Znaczy tyle, że się zryczałam, nie wiem czy potrzebnie, czy nie, oczy mam spuchnięte strasznie. I co jest ważniejsze słowa, czy czyny? Co jest prawdziwsze gesty, czy słowa?