środa, 9 listopada 2011

11/09/2011

News dnia: Sandra samodzielnie wstaje przy pomocy kanapy! Muszę jej w końcu kupić buty z prawdziwego zdrzenia. Poza tym dziś po raz pierwszy jadła serek, z apetytem, a potem wszystko zwymiotowała, no więc zostałyśmy przy Humance. Druga próba z serkiem odbędzie się pojutrze.
A Emma co chwilę zasypuje mnie filipińskimi przesądami. Są rewelacyjne, naprawdę, czasami to nie wiem co mam powiedzieć. Na przykład: jeśli dziecko ma wysokie czoło to będzie mądre; jesli dziecko ma oponki na udach, to drugie dziecko będzie chłopcem; jeśli dziecko puszcza bąki to wychodzi z niego choroba itd. Wspaniałe, serio. Na pewno jest w tym gdzieś trochę ludowej mądrości, tylko nie mogę zrozumieć związku między tymi oponkami na udach, a płcią kolejnego dziecka. Zresztą, o czym my tu mówimy.
Dziś chodzi za mną kurczak z warzywami pod beszamelem.

poniedziałek, 7 listopada 2011

11/07/2011

Poniedziałek rano i jesienna mgła za oknem. To nie jest mój ulubiony czas. Zaraz idę zrobić kolejną kawę. O szóstej obudził mnie płacz Sandry. Temperatura 38,8 zaaplikowałam Panadol Baby i czakam na dalszy rozwój wydarzeń. W piątek dostałam od szefa propozycję awansu. Powiedziałam mu, że się zastanowię, ale i tak wiem, że to propozycja "nie do odrzucenia" coś w stylu albo wte albo wewte. Cieszę się, ale jednocześnie wiem, że ktoś inny poleci, więc łyso tak. Nie przyłożyłam do tego palca, ale i tak łyso. A wczoraj byliśmy na "Margin Call". Świetny. Okazuje się, że ciągle jeszcze można zrobić naprawdę dobry film, bez oszałamiających efektów specjalnych, bez strzelaniny, bez seksu, bez pościgów, tylko z dobrymi aktorami i ciekawą historią do opowiedzenia. Polecam.

piątek, 4 listopada 2011

11/04/2011

Nad ranem obudził nas alarm. Fałszywy na szczęście. Emma otworzyła okno. Drugi raz w tym tygodniu. Franek warknął. Emma przestraszyła się Franka chyba jeszcze bardziej  niż alarmu. Potem popłakała się w kuchni. Szkoda mi się jej zrobiło, ale na Boga, mówiłam już chyba cztery razy, jak chłop krowie na rowie, że jak się świeci czerwona lampka, to nie można otwierać drzwi i okien. Musi się nauczyć. Ja będę dobrym, a Franek niech będzie złym policjantem. Ale i tak, jak na pierwszy tydzień, uważam że jest naprawdę okej i najważniejsze, że Sandra ją lubi.

czwartek, 3 listopada 2011

11/03/2011

Dziś znowu indyk i tak będzie dopóki nam się nie wyczerpią indycze zapasy.
Z tym indykiem to było tak...
Mniej więcej 3 tygodnie temu postanowiłam, że już czas dać Sandrze mięso, ale nie chciałam zaczynać od hormonalnego kurczaka z Carrefoura, więc zapytałam mamę Franka, czy może zna kogoś, od kogo mogłabym kupić wiejską kurę. Okazało się, że chwilowo kurcząt brak, ale jest indyk. Pani doktor powiedziała, że indyk nadaje się na pierwsze mięso, więc poszłam za ciosem.
Problem z indykiem był tylko taki, że trzeba zamówić całego. Okej, wyobrażałam sobie, że kupimy na spółkę z rodzicami indyka, my weźmiemy piersi dla Sandry, ewentualnie nogę, a oni zaopiekują się resztą. A tu niespodzianka, przyjechał indyk, cały dla mnie, okazały... 11 kg. Całe szczęście, że bez piór i flaków.
Usadziłam go w zlewie, szyjka mu oklapła, całe szczęście nie miał głowy i się na mnie nie patrzył, bo zaczęło mi go być szkoda. Co innego jak się kupuje w sklepie części, nogę, skrzydło, schab, wtedy zwierzę  trzaci swój kształt, a tak w całości, we mnie budzi uczucia. Pozbyłam się jednak uczuć, wzięłam ostry nóż w jedną i telefon w drugą rękę, a następnie śledząc wskazówki ojaca Franka podziabałam ptaszysko. W ten oto sposób mam pół zamrażlnika indyka, a dziś na kolację będą pieczone nogi indycze i marchewka w słupkach na maśle z imbirem.

środa, 2 listopada 2011

11/02/2011

Jesień całą gębą. Słońce zachodzi jak olbrzymi, pomarańczowy Skittles. Nie przepadam za pomarańczowymi, ale z braku laku... tzn. z braku żelków i Skittles dobry. Ale bądźmy poważni, zupa z indyka, a dokładniej ciorba, wyszła mi tak, jakbym ją wyssała z mlekiem matki. Dziś z kolei będzie po włosku, canneloni z mięsem w beszamelu i z sosem pomidorowym. Przysięgam, własna matka mnie nie poznaje.
Emma się sprawdza. Z okazji urodzin kupiłam jej ikonę. Nie wiem czy to dobry prezent, ale widziałam, że podobają jej się święte obrazki.
Poza tym to, przy naszej drodze zamieszkał pies z trzema nogami. Sympatyczny czarnulek. I tak sobie myślę, że jeśli ktoś się użala nad losem piesków u nas, to niech przyjedzie do Rumunii.
Niedawno na lotnisku spotkałam dwie dziewczyny z Belgii, których fundacja przeprowadza adopcję psów z Rumunii. Od początku swojej działalności znalazły nowedomy dla 76 psów. A jeszcze kilkanaście tysięcy czeka w kolejce, jeśli nie więcej. Smutne.

wtorek, 1 listopada 2011

11/01/2011

W Rumunii nie obchodzi się Wszystkich Świętych tak jak u nas. Nie powiem, żebym jakoś szczególnie tęskniła za lataniem po cmentarzach, ale czegoś mi jednak w te dni brakuje. No nic, zrobiłam zupę z indyka, bo zimno.

poniedziałek, 31 października 2011

10/31/2011

Przypomniało mi się, że miałam napisać o garderobie... Mam wrażenie, że pani architekt na mój widok dostaje dreszczy. Może nawet jej słabo, jak widzi moje maile, trudno. Pojechałam do niej w zeszłym tygodniu, bo już czułam, że czekać to sobie mogę jeszcze dwa lata. Usiedliśmy ja, ona i jeszcze jeden architekt, ustaliliśmy, że rozbierzemy połowę tej nieszczęsnej szafy. Oni chcieli zostawiać róg, ja nie, w końcu stanęło na tym, że wrócę do domu pomierzę, pomyślę, zadzwonię i postanowimy. Wróciłam, zmierzyłam i za przeproszeniem chuj. Wyszło mi, że mamy za płytką wnękę, żeby było tak jak chcemy. Przyjechał Franek i stwierdził, że to niemożliwe, żeby wnęka była za płytka. No ale jak zmierzył sam, to się okazało, że możliwe. Pomruczał, postękał i powiedział, że w takim razie on zadzwoni do tej pani architekt. Proszę bardzo. Szczegółów nie znam, ale podejrzewam, że afera była gruba, bo już po południu dostałam nowy projekt zabudowy z rozebranym rogiem. Mało tego, nie będziemy dopłacać, bo poszło jako reklamacja, której ode mnie pani archtekt nie chciała przyjąć, bo stwierdziła, że nie ma podstaw. Teraz czekam na nową garderobę.

A wczoraj w telewizji był program o masakrze w Iasi (po polsku w Jassach). W czerwcu 1941 roku w ciągu dwóch dni Rumuni wymordowali ponad 13 tysięcy Żydów. Za czasów Czauczesku nikt o tym nie mówił i nikt na lekcjach historii nie uczył, że do 1944 roku Rumunia była sojusznikiem Niemiec. Każdy naród ma w swojej historii czarne karty, ale ten mord był wyjątkowo okrutny i do niedawna starannie tuszowany przez władzę. Franek słyszał o tym wcześniej, ale nie zdawał sobie sprawy ze skali zbrodni. Ja też nie. Wstrząsnęło nim tak, że pół nocy miał koszmary. Ja podobnie, ale mój koszmar dotyczył bliższej i bardziej osobistej historii. Dobrze, że to tylko sny.